bb. foto wiesaw majkaPrzeszłości nie możemy zmienić, ale możemy tej przeszłości nadać nowy sens przez to, co dzisiaj robimy. I to jest główny powód, dla którego powołałem do życia, wraz z grupą przyjaciół, Stowarzyszenie imienia Jana Karskiego. Gdy 20 lat temu po raz pierwszy w lokalnym dodatku do Gazety Wyborczej napisałem o pogromie Żydów w Kielcach, to po tej publikacji - w trakcie spotkania z Sewkiem Blumsztajnem - rzucano we mnie świecami dymnymi i bombą zapalającą. Dziś nikt już niczym we mnie nie rzuca, a na organizowane przeze mnie spotkania z młodzieżą izraelską przychodzi prezydent miasta i wita ją, mówiąc „Szalom!”... mówi prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego Bogdan Białek. szmini

 

ZOBACZ TEKST W FORMACIE PDF

 


Rozmowa ukazała się w lipcowym wydaniu "Słowa Żydowskiego" (07/2011) - miesięcznika wydawanego przez Towarzystko Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce.

 

PIOTR BRYSACZ: Historia Stowarzyszenia zaczyna się...
BOGDAN BIAŁEK: W 1996 roku tak naprawdę, bowiem Stowarzyszenie imienia Jana Karskiego jest naturalną kontynuacją Obywatelskiego Stowarzyszenia „Pamięć - Dialog - Pojednanie”. Tuż przed zbliżajacą się 60 rocznicą pogromu kieleckiego było oczywiste, że to pierwsze tak wielkie publiczne upamiętnienie powinno mieć dużą oprawę, ale władze  Kielc nie planowały żadnych uroczystości. Dlatego też powołałem z grupą swoich przyjaciół to stowarzyszenie. Niestety, jedynym efektem działalności była ekspiacyjna odezwa do Żydów, opublikowana w Gazecie Wyborczej, którą zresztą potem bardzo pięknie skomentował Henio Wujec. Na tym działalność stowarzyszenia się zakończyła.
 

 

dziejeChoć historia Kielc sięga X wieku, aż do 1862 roku Żydzi nie mogli osiedlać się w mieście. Wcześniej żydowskiemu osadnictwu stanowczo sprzeciwiali się kielczanie oraz ich możni protektorzy, właściciele miasta – krakowscy biskupi. Gdy możliwość stałego zamieszkania w Kielcach stała się faktem, Żydzi ochoczo zaczęli z niej korzystać. Pod koniec lat 30. XX w. co trzeci kielczanin miał pochodzenie żydowskie. szmini

 

 

Poniższy artykuł Stanisława Białka ukazał się w lipcowym wydaniu "Słowa Żydowskiego" (07/2011) - miesięcznika wydawanego przez Towarzystko Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce.

 

 

ZOBACZ TEKST W FORMACIE PDF

 

Kielce przez wieki pozostawały miastem prowincjonalnym, małym i ubogim. Podstawowym zajęciem ludności było rolnictwo. Brakowało warunków do rozwoju rzemiosła i handlu. Miasteczko żyło w cieniu leżących nieopodal Chęcin, które swój rozwój w dużym stopniu zawdzięczały żydowskim mieszkańcom. Podobnie było z innymi miastami regionu – Chmielnikiem, Pińczowem czy Rakowem. Właściciele Kielc konsekwentnie jednak odmawiali Żydom prawa osiedlania się w mieście. Zakaz ten stał się z czasem normą prawa zwyczajowego, głęboko zakorzeniając się w świadomości mieszkańców.

 

Nigdy jednak nie przybrał formalnej postaci privilegium de non tolerandis judeis – czyli aktu zabraniającego Żydom osiedlania się w określonym miejscu. Dowiodła tego skrupulatna kontrola źródeł prawa, przeprowadzona przez władze Królestwa Polskiego w 1833 roku. Nie oznaczało to jednak, że Żydzi nie pojawiali się w mieście. Kupcy z Chęcin, Daleszyc czy Pińczowa przez wieki brali udział w cotygodniowych jarmarkach, choć ich pobyt w mieście nie zawsze był mile widziany.

 

mcportertJak mówić o pogromie kieleckim, likwidacji getta, traumach i dramatach wspólnej polsko-żydowskiej przeszłości? Światowej sławy artysta, syn ocalonego proponuje język sztuki, wzbudzający emocje, ale nie epatujący. Piękno formy, dzięki któremu łatwiej jest skonfrontować się z bolesnym tematem - mówi Marek Cecuła w rozmowie z Magdą Brzezińską. szmini

 

 

ZOBACZ TEKST W FORMACIE PDF

 

Rozmowa ukazała się w lipcowym wydaniu "Słowa Żydowskiego" (07/2011) - miesięcznika wydawanego przez Towarzystko Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce.

 

Nosi Pan nazwisko, które pozwoliło Pana rodzinie ocaleć, ale gdzieś tam..., w głębi jest przecież prawdziwe nazwisko ojca - Kohn. Jak Pan sobie radzi z tą dwoistością?
- Dla mnie zawsze istniało tylko jedno nazwisko, Cecuła. W dzieciństwie słyszałem, że rodzice przybrali to nazwisko w czasie wojny, ale oni w ogóle nie chcieli o tym rozmawiać, to był temat tabu. Aż pewnego dnia, cztery lata temu dostałem list z Niemiec, od pani Justyny Cecuły, która opracowała drzewo genealogiczne swojej rodziny. Przeczytała w gazecie o mnie i zdziwiła się, że nic jej nie wiadomo o Marku Cecule mieszkającym w Izraelu. Przypomniała sobie, że w dalszej rodzinie było dwóch braci Cecułów. Młodszy zmarł w czasie wojny, a jego dokumenty starszy brat przekazał swojemu koledze Żydowi. Dzięki temu ojciec uciekł z getta i od tamtego dnia nazywał się Stanisław Cecuła. W Kielcach są dwa groby z tym nazwiskiem, jeden na cmentarzu „górnym”, a drugi na cmentarzu „dolnym”. Stanisław Cecuła - żył 51 lat, Stanisław Cecuła - żył 32 lata.


Jak na Pana wpłynęło to odkrycie zakrytego fragmentu historii rodziny?
- To mi dało szerszą perspektywę. Zresztą ta pani, dzięki której poznałem swoje korzenie, przyjechała do Kielc, spotkaliśmy się. Poznanie ludzi, którzy uratowali mojego ojca, podarowali nam nazwisko, dzięki któremu mogliśmy też przeżyć okres komunistyczny, było dla mnie bardzo ważne. Historia mojego nazwiska to przestrzeń, w której jest wiele niezwykłych zdarzeń, niemal mistycznych. Ja czuję się nią wzbogacony. Dla mnie to jest bodziec do odkrywania przeszłości i do tworzenia. W takim klimacie stworzyłem pomnik Menora poświęcony pamięci ofiar kieleckiego getta. Chciałem w tym projekcie zaakcentować przede wszystkim wzrastanie, odradzanie się  kultury żydowskiej, a nie jej zapadanie, obumieranie. 

kielce_synagogaObserwując śródmieście Kielc, szybko można zauważyć, że jest to obszar wymagający renowacji. Niektóre budynki doczekały się już remontów – przyjemnie jest przespacerować się po głównej ulicy – Sienkiewicza czy wejść w uliczkę Zamkową. Dzisiejsze wrażenie miasta jest zdecydowanie bardziej pozytywne, niż na początku lat 90. Nadal jest jednak wiele rejonów starówki, które sprawiają przygnębiające wrażenie. Część z tych miejsc wiąże się z dawną obecnością Żydów i ich dzisiejszy wygląd – obraz zaniedbania i pustki unaocznia nieobecność społeczności żydowskiej. W Kielcach można jednak odnaleźć kilka interesujących obiektów, które wznieśli Żydzi, stanowiących swoiste łączniki z przeszłością. Tych śladów nie ma zbyt wiele, ale tym bardziej warto im się przyjrzeć.szmini


Tekst ukazał się w lipcowym wydaniu "Słowa Żydowskiego" (07/2011) - miesięcznika wydawanego przez Towarzystko Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Autor, Piotr PIluk jest redaktorem działu polskiego czasopisma.

 

ZOBACZ TEKST W FORMACIE PDF      WSTĘP DO NUMERU PIOTRA PILUKA

 

Ostatnie lata przyniosły w Polsce bardzo duże zainteresowanie zachowanymi elementami materialnej kultury Żydów – przede wszystkim synagogami i cmentarzami. Wiele z tych obiektów przeszło remonty i prace porządkowe, które uchroniły je przed zniszczeniem. Przypadek Kielc jest szczególny – na mieście ciągle właściwie ciąży piętno pogromu z 1946 r. i na ogół rzadko ludzie zastanawiają się, czy w tym mieście znajdują się jakieś interesujące ślady żydowskie. To dziedzictwo jest nadal przysłonięte przez cień pogromu, choć od wielu lat lokalna społeczność stara się je zabezpieczyć i przywrócić pamięć o nim. Jego rozpoznanie pozwala sobie wyobrazić to, co było wcześniej, a zostało unicestwione przede wszystkim w latach drugiej wojny światowej – żydowski świat w średniej wielkości polskim mieście.

blumPoniższy tekst jest wspomnieniem jednej z kieleckich rodzin żydowskich - Blumenfeldów. Wspomnienie pochodzi ze strony Ziomkostwa Kieleckiego w Izraelu  - www.kielce.org.il

Rodzina Blumenfeldów pochodzi z Niemiec. Począwszy od lat 20. XIX wieku istnieją urzędowe dane na jej temat.

Przez wiele lat rodzina ta mieszkała w rejonie Sandomierza, a także w miasteczkach Opatów i Chęciny, a jej przodkowie zajmowali się handlem.

 Istnieją autentyczne dokumenty potwierdzające, iż Awraham Szaje Blumenfeld z Opatowa, który handlował w Chęcinach, poznał tam Rachelę z domu Rosenkrantz, którą poślubił. Mieli sześcioro dzieci. Jednym z nich był Lejbusz Lejzer Blumenfeld, urodzony w Chęcinach w roku 1863. Poślubił on Dworę z domu Henig, pochodzącą z Opatowa. Para miała czworo dzieci.

rubinowicz1Dawid Rubinowicz był chłopcem pochodzenia żydowskiego. Urodził się 27 lipca 1927 roku w Kielcach jako syn Joska i Tauby prowadzących mleczarnię w Krajnie koło Kielc. Dawid w pięciu zeszytach spisał w prostych, zwykłych słowach historię prześladowań niemieckich w jego rodzinnym miasteczku.

 

W dziennikach zawarł również własne spostrzeżenia i przemyślenia. Odnalezione po wojnie zapiski zostały opublikowane w wielu krajach świata (wydania polskie 1960 i 1987). W tym czasie niewiele rodzin żydowskich mieszkało w podkieleckich wioskach. Do 1942 roku w Krajnie było ich zaledwie siedem. W całym powiecie kieleckim, który w czasie wojny wchodził w skład dystryktu radomskiego, w 1941 roku mieszkało około 33 000 Żydów. Naukę w szkole powszechnej Dawid rozpoczął we wrześniu 1934 roku. 21 czerwca 1939 roku ukończył klasę szóstą i uzyskał promocję do klasy siódmej.

Jego koleżanki i koledzy zapamiętali go jako chłopca ciekawego świata, otwartego na innych, koleżeńskiego i uczynnego. Jednak nauki w klasie siódmej już nie rozpoczął - 1 września 1939 roku wybuchła wojna. Nowe doświadczenia były intrygujące dla chłopca ciekawego świata. Dawid postanowił notować swoje spostrzeżenia.

 

Notatki rozpoczął 21 marca 1940 roku, a więc miał wówczas niespełna 13 lat. Ostatni zapis w swoim dzienniku sporządził 1 czerwca 1942 roku. Wtedy rodzina Rubinowiczów mieszkała już w getcie w Bodzentynie przy ul. Kieleckiej 13. Dalsze losy rodziny Rubinowiczów nie są dokładnie znane.

ohelchasjpgGrobowiec (hebr. ohel), usytuowany jest tuż przy samym ogrodzeniu cmentarza żydowskiego w kieleckiej dzielnicy Pakosz.

 

O istnieniu budynku przez wiele lat nikt jakby nie pamiętał. Wzniesiony pierwotnie w latach dwudziestych XX w., ostatnimi czasy mieścił się w nim nawet warsztat.

 

Został odrestaurowany i przywrócony do pierwotnych celów został dopiero niedawno, dzięki władzom miasta Kielce, katowickiej fundacji Or Chaim oraz nowojorskim chasydom, którzy zainicjowali poszukiwania ohelu. Wymienione zostały okna i drzwi, a w miejscu grobów umiejscowione zostały granitowe nagrobki Kuzmirera i jego siostrzeńca Mosze Jehudy Lejba - duchowego przywódcy chasydów z Kazimierza. Tak jak i kiedyś, grobowiec zaczynają odwiedzać chasydzi z całego świata, żeby pomodlić się przy nim w rocznicę śmierci cadyka.

Materiał zebrany przez uczniów VI LO im. J. Słowackiego w Kielcach

 

Jak podaje Krzysztof Bielawski w swym opracowaniu, opublikowanym na stronie http://www.kirkuty.xip.pl/kielce.htm, w drugiej połowie XIX wieku szybki rozwój osadnictwa żydowskiego w Kielcach spowodował, iż miejscowa gmina wyznaniowa została postawiona wobec konieczności organizacji nowego miejsca pochówku.

Strona 1 z 2